Księga gości

Profil



Dodaj do ulubionych

Podlinkuj

Archiwum

2011
listopad (19)
grudzień (1)

2012
luty (7)


Linki

Moje Miejsca
Photoblog
Formspring
Last.fm
Lubimy Czytać

Rozbawiło
Lost - unanwsered questions
Lost - how it should have ended
Harry Potter - how it should have ended
Lord of the Rings - how it should have ended
2012 - how it should have ended
Twilight - how it should have ended



Odwiedzam

agataEntertainmentroseseaternie-rozumiemCo się w duszy komu gra...neurocoreWszystko to co kocham najbardziej




***

lay by
Lilith


Everyday Sanity. || środa, 29.2.2012, 23:58

Nie wiem czemu nawet, ale zależy mi na tym, żeby coś dziś tutaj napisać. Zostawić jakiś ślad tego dnia przestępnego. Następną taką okazję będę miała dopiero za cztery lata, tak więc chwytam tą datę i zaciągam do archiwum myloga.

Jest to poniekąd dzień wyjątkowy dla mnie samej - w końcu udało mi się dostać do psychiatry. Doktor powiedziała niewiele. Jak to stwierdziła, ciężko coś stwierdzić od razu, jeśli problemy ciągną się latami i są tak różnorodne. Tak więc... Czeka mnie terapia, która będzie miała początek już za dwa dni wraz z pierwszą wizytą u psychologa. No i leki. Na szczęście nieuzależniające, przeciwlękowe.

Wiem, że nie będzie łatwo, ale muszę trzymać się postanowień i nie dać się złamać swoim własnym słabościom.

I niech w końcu zapanuje porządek.

L.


Day of Birth. || niedziela, 19.2.2012, 23:34

0...

I tak oto z dniem dzisiejszym stałam się o rok starsza. Dwadzieścia dwa lata na karku - ach, jak ten czas szybko leci... Jeszcze wczoraj byłam siedemnastolatką. Dokąd uciekło te pięć lat?
Gdziekolwiek są, nie chcę za nimi tęsknić, ani tymbardziej rozpamiętywać. Chcę się skupić na przyszłości i na tym, żeby żaden dzień nie poszedł na marnę. Niech wszystko toczy się do przodu na drodze do rozwoju.

Urodziny spędziłam spokojnie, w domu z narzeczonym. Obudzona różą i ślicznym pierścionkiem, no i wisienkami w czekoladzie na osłodę. Tak przyjemnie, że nawet nie znalazłam miejsca na dobijanie się tym, jak to niby robię się stara.

Nadal błądzę gdzieś pomiędzy rozmaitymi światami zrodzonymi z marzeń, jednak ten realny jest coraz bliżej dołączenia do tego grona. W końcu - po tylu latach.

L.


At last! || sobota, 18.2.2012, 23:12

1...

Mam je! W końcu! Moje ukochane, wyczekane buciki. Tak, idiotyzm - cieszyć się tak z części garderoby, ale co tam. Skąd aż tak wielki entuzjazm? Otóż cztery lata temu (dokładniej 19.01.2008r.) na photoblogu pewnej dziewczyny wypatrzyłam zdjęcie butów, które od tamtej pory usiłowałam zakupić. Już wtedy wyszły z obiegu i mogłam jedynie czekać aż ktoś łaskawie się nade mną zlituje i wystawi używane na allegro i to w moim rozmiarze. I tak oto stało się - wczoraj po raz pierwszy wpadły w moje ręce dostarczone przez pocztę. Miłość od pierwszego spojrzenia znalazła swój punkt kulminacyjny.

Zdjęcie, od którego wszystko się zaczęło:



I niech będzie - kolejny wpis o prostym szczęściu.

Co poza tym? O wszystkim jutro. Dziś postanowiłam dalej delektować się tym obówniczym Love Story. A co mi tam - nie tylko wzniosłością i powagą się żyje^^

L.



4...

Czternasty minął. Niemal całe dwadzieścia cztery godziny temu - tyle czasu zajęło mi pozbieranie myśli. Nie jest źle.

Na ojca wpadłam przypadkiem podczas odwiedzin u babci w poniedziałek. Nawet nie wiedziałam, że jest w Polsce. Szkoda, że to wszystko tak wygląda, ale trzeba patrzeć na pozytywne strony wszystkiego - prawda?
Przełamanie lodów miałam z głowy. Nie musiałam przesiedzieć walentynek myśląc o tym, że mam się do niego odezwać po raz pierwszy od około roku. I tak było mnie stać tylko na wysłanie sms'a, ale to już coś.

Cały dzień podsumowując był pozytywny. Wypad do kina z przyjaciółką bardzo poprawił mi nastrój. Double date - my i nasi ukochani. Jej mąż, mój narzeczony, no i disneyowska 'Piękna i Bestia' w 3D do towarzystwa^^
Uwielbiam bajkowe klasyki.

Ach... Coraz bliżej marca, coraz bliżej zmian. Jeszcze dużo ich przede mną. Nie mogę się doczekać spełnienia moich marzeń - spokoju i stabilizacji.

L.


Another step of therapy. || sobota, 11.2.2012, 23:59

8...

Trzy dni do walentynek i wyjścia do kina z mym lubym, przyjaciółką i jej mężem. Czemu musi się z tym wiązać taki stres? Jakby opuszczenie domu i gapienie się na biały ekran było czymś przerażającym.
Może to też dodatkowo przez tą datę - urodziny ojca. Nie wiem czy zbiorę się na odwagę, żeby do niego zadzwonić po prawie rocznej przerwie w kontakcie. Nie wiem czy w ogóle tego chcę.

Nie wiem, nie wiem, nie wiem.
Dość rozczulania się. Najważniejsze, żebym jakoś ogarnęła swoje nerwy do tego czasu, żeby móc się w pełni delektować czasem spędzonym w miłym gronie no i 'Piękną i Bestią' oczywiście. To kolejny element mojej terapii - Disney.

L.


Such a simple cure... || piątek, 10.2.2012, 23:44

9...

Jak to niewiele czasem potrzeba do szczęścia... Odrobina czasu spędzonego w kuchni i cieplutkie ciasto czekoladowe gotowe.
Ostatnio doszłam do tego, że urzędowanie w kuchni mnie uspokaja i poprawia nastrój. To właściwie moja osobliwa terapia. Niestety istnieją pewne efekty uboczne w postaci możliwego przybierania na wadze, ale tym będę martwić się potem^^

Wczoraj siostra wyciągnęła mnie z domu na czterogodzinne łażenie po sklepach, czego w gruncie rzeczy nie znoszę, ale jednak mimo to było dość przyjemnie. Cieszę się, że udało nam się spędzić trochę czasu razem - ot, tak po prostu.

Takie zwykłe rzeczy... Pieczenie, wyjście gdzieś, cokolwiek. Wszystko to pozwala oderwać się na chwilę od problemów i bezsensownego zapędzania się w negatywne myślenie.
Może to jest lekarstwo na problemy same w sobie? Chyba powinnam zwiększyć jego dawkowanie.

L.







***
design by Lilith